Sylwia Gruchała

Ciekawość świata, uczuć, rywalizacji, a może przede wszystkim samej siebie, była pierwszym impulsem, dzięki któremu Sylwia Gruchała już w wieku kilkunastu lat, zdecydowała się na szermierkę. Od dziecka uwielbiała wkładać ochraniacze, maskę i całą resztę – mało jeszcze wtedy profesjonalnego – ekwipunku szermierczego. Tocząc nierówne pojedynki ze starszymi od siebie koleżankami, na sport właśnie, przekuwała swój wszechobecny niepokój poznawczy. Poszukując nieustannie nowych wyzwań i opierając swą siłę na młodzieńczej jeszcze wtedy ambicji, odkrywała nieśmiało swoją największą życiową pasję.

W swoim życiu spotkałam wielu fantastycznych ludzi, którzy byli dla mnie źródłem motywacji i na których wsparcie zawsze mogłam liczyć

Żyjąc marzeniami, powoli lecz systematycznie, z bojaźliwej – zupełnie nie wierzącej w swoją ówczesną sprawczość – zawodniczki, Sylwia Gruchała stawała się odważną, pewną siebie, inteligentną, rozumiejącą coraz dokładniej mechanizmy codziennych treningów, florecistką. Florecistką coraz bardziej świadomą celów, które nakreśliła sobie wraz ze swoim fachmistrzem – Tadeuszem Pagińskim. Mimo – wzrastającej z każdym kolejnym rokiem – samoświadomości, nie wiedziała jeszcze wtedy, że w 2000 roku w australijskim Sydney zdobędzie srebrny medal igrzysk olimpijskich. Nie wiedziała też, że 4 lata po tym sukcesie – tym razem w Atenach – zdobędzie dla Polski kolejny medal olimpijski. Nie wiedziała wreszcie, że już niedługo stanie się najpopularniejszą polską florecistką wszechczasów!

Swoje cele, często nazywałam marzeniami ze ściśle dookreślonymi datami realizacji

Kariera sportowa Sylwii Gruchały, to przede wszystkim zdobywanie wielu – zupełnie przeciwstawnych – doświadczeń. To momenty wzlotów i upadków. Upadków i wzlotów. Naprzemiennie. Z jednej więc strony, setki godzin pracy z porażką. Z drugiej natomiast strony, wiele uskrzydlających sukcesów. Jedno bez drugiego, nie byłoby możliwe. To czas nauki panowania nad emocjami towarzyszącymi Sylwii podczas jej najtrudniejszych występów. To poznawanie reakcji swojego organizmu na warunki stresu, presji i wszelkiego typu zewnętrznych ograniczeń. Dla Sylwii bycie dobrym sportowcem nigdy nie miało szczytowego momentu. Każdego kolejnego dnia, Sylwia Gruchała robiła wszystko, by ciągle stawać się zawodniczką jeszcze lepszą.

Było trudno… Było warto!